Niesiemy Chrystusa

 

6 listopada 2020

Misje w czasie pandemii

W ceinu Bożego Miłosierdzia

Z początkiem marca tego roku zostałem przeniesiony na kolejna placówkę, tym razem do Itaperuny. Sama miejscowość nie jest dla mnie nowością, gdyż już w poprzednich latach bywałem tutaj na zastępstwach, kiedy moi współbracia Pallotyni jechali na urlop do Polski. Nowością natomiast miał być charakter pracy. W październiku ubiegłego roku parafia św. Benedykta Czarnego została ustanowiona diecezjalnym sanktuarium Miłosierdzia Bożego i właśnie w niej razem z proboszczem ks. Zbyszkiem Lewandowskim pracuję.
Itaperuna to stutysięczne miasteczko w stanie Rio de Janeiro na styku stanów Minas Gerais i Espirito Santo. Mimo, że posiada duży szpital, uniwersytet, 6 parafii, życie płynie tutaj rytmem spokojnej wioski. Oprócz głównego kościoła – sanktuarium obsługujemy wspólnoty położone miedzy fazendami. Do wszystkich dojazd tylko polną drogą, co wymaga oczywiście zwiększonej ilości czasu i umiejętności w prowadzeniu pojazdu.
Oczywiście, jak przychodziłem do Itaperuny w Brazylii już mówiło się o koronawirusie, ale były to wiadomości z dalekich Chin i Europy. Tutaj biskupi zalecali, aby unikać bezpośrednich kontaktów miedzy wiernymi w szczególności podczas przekazywaniu znaku pokoju. W połowie marca sytuacja zaczęła się zmieniać.
Jako Pallotyni podczas każdej Mszy św. zaczęliśmy upraszać Miłosierdzie Boże odmawiając suplikacje. W kolejnych dniach gubernator wydal zakaz zgromadzeń i nakaz kwarantanny. Biskupi udzielili dyspensy od uczestnictwa w niedzielnej mszy. Rozpoczął się okres internetowych transmisji Eucharystii. Był to trudny dla nas czas. Odprawianie Mszy św. przy pustym kościele…
Nadszedł Wieli Tydzień. Nie mogąc uczestniczyć w procesji i błogosławieństwie palm na bramach, drzwiach parafian pojawiły się zielone gałązki palmy, pokazując wszystkim, że tutaj mieszkają katolicy. W tym dniu podczas Mszy św. zostały pobłogosławione gałązki palm, które później, w tygodniu, zostały zabrane przez parafian do ich domów. Chcieliśmy również, aby taką możliwość mieli przynajmniej ci, którzy są najbardziej oddaleni od centrum naszej parafii. Wybrałem się do kaplicy św. Antoniego w Itajara – 25 km polną drogą.
Wyjechałem z dozą niepewności, dwa dni wcześniej padał deszcz więc droga mogła być nieprzejezdna. Mimo niepewności warto było spróbować, gdyż we wspólnocie w Itajara zawsze było około 80 wiernych. Zabrałem do naszego auta walizkę z potrzebnymi materiałami do celebracji, optymizm, że droga będzie przejezdna i ruszyłem przed siebie. Z prędkością 20 – 30 km na godzinę slalomem miedzy dolinami i gdzieniegdzie kałużami błota brnąłem do przodu. Niestety zabrakło pięć kilometrów do kaplicy i stało się to, co było przewidywalne: potężna błotna kałuża na całej drodze. Przejechać można tylko konno. Moje mechaniczne konie na nic się zdały, wiec musiałem się wycofać. Jednak nie cała podróż była stracona. Wracając spotkałem innych uczestników drogi, stado krów i konnego pasterza. Oczywiście mogłem tylko zaczekać aż krowy przejdą, ale była to też okazja żeby porozmawiać z pasterzem. Kiedy dowiedział się dokąd chciałem jechać i po co, odmówiliśmy wspólną modlitwę i udzieliłem błogosławieństwa.
Święto Miłosierdzia miało być szczególnie uroczyste, to przecież pierwszy raz w sanktuarium. No właśnie miało być, ale bez udziału wiernych ciężko zrealizować wyniosłą uroczystość. Zamiast wiernych w kościele pojawiły się obrazy Jezusa Miłosiernego. Po błogosławieństwie w tym szczególnym dniu zostały one zabrane do rodzinnych domów.
Oczywiście kwarantanna to nie tylko problem pustych kościołów, przede wszystkim to problem braku pracy, a co za tym idzie zarobków. Dzięki Bogu mimo trudnej sytuacji wiele osób nie zaprzestało pomocy najbardziej potrzebującym. Na internetowy apel o żywność i środki czystości dla tych co mają niewiele, odpowiedziano ze szczęśliwością. Każdy potrzebujący otrzymał potrzebną pomoc. Na koniec kwietnia prefekt miasta ogłosił możliwość otwarcia sklepów, rynku, kościołów. Oczywiście wszystko z przestrzeganiem norm sanitarnych, z użyciem masek i ograniczonej ilości osób (20 % normalnej ilości osób w danym miejscu). Zostało to przyjęte z ogromną ulgą i radością przez nas, gdyż wreszcie około 100 osób będzie mogło uczestniczyć w Mszy św. celebrowanej w sanktuarium, ale przede wszystkim przez wielu ludzi, którzy utrzymują się z pracy rak i płodów ziemi.
Otwarcie rynku umożliwiło sprzedaż produktów, a co za tym idzie otrzymanie trochę pieniędzy na zakup innych potrzebnych do życia środków. Oczywiście wraz z ks. Zbyszkiem Lewandowskim byliśmy miedzy tymi, którzy kupowali owoce i warzywa. Ogólnie lubię chodzić na południowoamerykańskie rynki. Są zawsze pełne spontaniczności, radości, ogromu świeżych owoców i braku europejskich norm sanitarnych, ale za to tętniące życiem. Tak było również i tym razem, tylko wszechobecne maski przypominały o tym, że żyjemy w wyjątkowym czasie.
Ks. Artur Karbowy SAC, BRAZYLIA

Polecane filmy

Pomagamy misjonarzom!

Środki transportu zakupione na misje z pomocą MIVA Polska

Samochody

0

Motocykle

0

Rowery

0

Traktory

0

Quady

0

Silniki

0

Łodzie, barki

0

Konie

0

Riksze

0

Busy

0

Ambulanse

0

Skutery

0

Wózki

0

Paralotnie

0

MIVA Polska

ul. Byszewska 1, skr. pocz. 112, 03-729 Warszawa 4

tel. + 48 22 678 59 83 e-mail: biuro@miva.pl

NIP 5242802131 REGON 364437048

Najbliższe wydarzenia

» więcej wydarzeń

Pomóż misjonarzom!


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
82 0.053168058395386