Jestem siostrą szarytką z prowincji krakowskiej. Od niemal dwóch lat posługuję w Maroku, w miejscowości przygranicznej Nador. Zostałam posłana do tej misji jako pielęgniarka w Diecezjalnej Delegacji ds. Migracji. Nasza posługa skierowana jest głównie do migrantów z Afryki Subsaharyjskiej, dla których ten region przez długi czas stanowił teren prób przedostania się do Unii Europejskiej.
Obecnie siły bezpieczeństwa nie dopuszczają do masowego gromadzenia się migrantów w lasach przygranicznych, jednak do naszego ośrodka wciąż zgłaszają się osoby potrzebujące pomocy, zwłaszcza medycznej i higienicznej. Trafiają do nas także ciężko chorzy migranci przybywający z odległych regionów kraju. Przy kościele funkcjonuje niewielki ośrodek, w którym schronienie znajduje około 20 najbardziej bezbronnych osób — przede wszystkim kobiety w okresie okołoporodowym oraz osoby cierpiące na poważne schorzenia (często AIDS, gruźlicę i ich powikłania, a także urazy). Prowadzimy również małe przedszkole dla dzieci, których matki zmuszone są żebrać na ulicach.
Nasza posługa jako ekipy medycznej, oprócz podstawowej opieki pielęgniarskiej i edukacji zdrowotnej, polega na towarzyszeniu chorym w ośrodkach zdrowia, gabinetach i szpitalach. Migranci z Afryki Środkowej często skarżą się na brak godnego traktowania i trudności w uzyskaniu pomocy medycznej. Nawet jeśli podejmują pracę, zazwyczaj nie posiadają ubezpieczenia zdrowotnego i nie stać ich na opłacenie procedur medycznych, które są płatne również w publicznym systemie ochrony zdrowia. W szpitalach praktycznie nie istnieje opieka pielęgnacyjna — to rodzina karmi chorego, dba o jego higienę oraz kupuje niezbędne leki. Nasi podopieczni nie mają tu rodzin, dlatego podczas ich hospitalizacji konieczne jest codzienne odwiedzanie ich i zapewnianie podstawowej opieki, co najmniej dwa razy dziennie.
Samochód służył nam do częstych wyjazdów z chorymi do szpitala uniwersyteckiego oddalonego o około trzy godziny drogi, do przemieszczania się między ośrodkami, a także do robienia zakupów dla ośrodka oraz dowożenia dzieci do przedszkola. Niestety, kilka tygodni temu zostałyśmy wezwane do szpitala uniwersyteckiego, aby towarzyszyć umierającej dziewczynce i jej matce. Przez cztery miesiące opiekowałam się nimi z nadzieją na przewiezienie dziecka na leczenie do Szpitala Bambino Gesù w Rzymie. W drodze powrotnej, przed świtem, uległyśmy wypadkowi, w wyniku którego cały ośrodek został pozbawiony pojazdu.
Z całego serca dziękuję za wszelką pomoc w zakupie nowego samochodu, który jest nam pilnie potrzebny do dalszej posługi.
Z zapewnieniem o modlitewnej pamięci
s. Anna Pliś SM, misjonarka w Maroku